Pola gry:

Opisy:

Forum:

Pomocnik Farmera

Aktualnie online

· Gości online: 1

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 15,615
· Najnowszy użytkownik: toljaafanasevxi

Statystyki:

stat4u

Discord:

discord.png

Reklama:

Chat Farmerama:

Symbole-Czataa.png

Ostatnio na forum

Ankieta

Jak często zaglądasz na naszą stronę ?

Codziennie.
Codziennie.
55% [179 głosów]

Co 2-3 dni.
Co 2-3 dni.
30% [96 głosów]

Raz na tydzień.
Raz na tydzień.
8% [27 głosów]

Raz na miesiąc.
Raz na miesiąc.
4% [12 głosów]

Kilka razy w roku.
Kilka razy w roku.
3% [9 głosów]

Ogółem głosów: 323
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 18.03.2018 10:36

Archiwum ankiet

Reklama:

Reklama

Zobacz temat

 Drukuj temat
Peknięty ekran i kawa, która wystygła
karenacompetitive
To miało być zwykłe popołudnie. Wróciłem z siłowni, zmęczony ale zadowolony. Wrzuciłem pranie, nastawiłem wodę na kawę, usiadłem na kanapie. I wtedy to zobaczyłem. Mój telefon – ten drogi, kupiony na raty – leżał ekranem do dołu na podłodze. Pies, mój kudłaty debil, machnął ogonem i strącił go z ławy. Podniosłem. Na wyświetlaczu pajęczyna. Nie mała ryska, tylko pęknięcie od lewego górnego rogu do samego dołu. Ekran nie reagował na dotyk.

****, pomyślałem. Nie mam ubezpieczenia. Serwis? Trzysta złotych za samą diagnozę, a nowy wyświetlacz to wydatek minimum ośmiuset. Akurat w tym miesiącu kasa była napięta – przegląd samochodu, wizyta u dentysty, prezent na chrzciny siostrzeńca. Odłożyłem telefon na bok, napiłem się kawy (już zimnej) i zacząłem szukać w głowie rozwiązania.

Nie mam bogatej rodziny. Nie mam oszczędności pod materacem. Mam za to wieczór wolny i totalną wkurwioną rezygnację. Przejrzałem grupy na Facebooku – może ktoś sprzeda używany ekran? Może zamienię się na tańszy model? Nic. I wtedy, tak zupełnie przypadkiem, w komentarzach pod jakimś postem ktoś napisał coś o vavadfa. Literówka? Nie wiedziałem. Ale potem jeszcze dwa razy to samo. Kliknąłem.

Strona wyglądała jak przeciętne kasyno online, nic specjalnego. Ale miałem już taki dzień, że byłem gotów spróbować wszystkiego. Pomyślałem – ekran i tak jest do wymiany, a ja i tak nie mam osiemnastu lat, żeby żałować dwustu złotych. Wpuściłem właśnie tyle. W głowie scenariusz: przegrywam, żałuję przez godzinę, potem idę spać. Wygram – jest szansa na nowy wyświetlacz.

Zacząłem od czegoś prostego. Nie automatu, tylko wirtualnego blackjacka. Znałem zasady z filmów, ale nigdy na poważnie nie grałem. Postawiłem 20 zł. Wygrałem. Postawiłem drugie 20 – przegrałem. I tak przez czterdzieści minut kręciłem się w kółko, między 150 a 300 zł. Bez fajerwerków, bez dramy. W pewnym momencie zostało mi 110 zł. Pomyślałem – dobra, kończymy, idę spać z kwitkiem.

Ale nie kliknąłem zamknij. Przez przypadek wszedłem w zakładkę z automatami. Przewinąłem w dół, znalazłem jakiś totalny prościutki slot – trzy bębny, arbuzy, cytryny, dzwonki. Taki jak z automatu na wakacjach w Bułgarii. Postawiłem ostatnie 30 zł na jednego spina. Nie wiem czemu. Może przez zmęczenie, może przez ten pęknięty ekran, który leżał obok. Kliknąłem.

Ekran (ten w telefonie, który jeszcze działał w górnej części) zrobił się żółty. Licznik zaczął skakać. 100 zł, 250 zł, 600 zł, 1200 zł. Zatrzymało się na 1940 zł. Siedziałem na kanapie, w dresie po siłowni, z zimną kawą w kubku i patrzyłem jak idiota. Prawie dwa tysiące. Za jedną głupią trzydziestkę.

Wypłaciłem wszystko. Kliknąłem, odetchnąłem. Przelew? Poszedł na konto w tempie, które mnie przeraziło. Dwie minuty i miałem kasę w banku. Żadnego maila z prośbą o dokumenty, żadnego "twoja wygrana jest przetwarzana". Vavadfa – nawet nazwa brzmi jak literówka – zdało egzamin lepiej niż niejedna firma, z której usług korzystam na co dzień.

Nie czekałem do rana. Wsiadłem w auto, pojechałem do serwisu, który akurat był otwarty do 22. Zapłaciłem 850 zł za nowy wyświetlacz razem z robocizną. Facet wymienił w pół godziny. Reszta – prawie 1100 zł – wpadła na konto oszczędnościowe. Ścisnąłem telefon w dłoni. Działał. Był cały. Nie miał pajęczyny.

Przez następny tydzień chodziłem z takim uczuciem, jakbym oszukał system. Nie mówiłem nikomu, skąd wziąłem kasę na ekran. W robocie powiedziałem, że dostałem premię uznaniową. Wyszło wiarygodnie, bo akurat zamknąłem ważny projekt. A prawda była taka, że premię dostałem nie od szefa, tylko od trzech arbuzów i cytryny na wirtualnym slocie.

Czy grałem później? Jasne, próbowałem. Kilka dni po wymianie ekranu wrzuciłem 100 zł dla zabawy. Spuściłem w pięć minut. Tydzień później kolejne 50. Zero. I wiesz co? Ani razu nie pomyślałem "gdybym postawił więcej". W głowie miałem jasny komunikat: użyłeś swojego szczęścia. Teraz odpuść.

Do dziś mam zapisane vavadfa w zakładkach. Nie zaglądam tam, bo nie mam powodu. Ale jak ktoś pyta, czy istnieją miejsca, gdzie wygrywa się naprawdę i wypłacają od ręki – mówię, że trafiłem na jedno. Nie reklamuję, nie zachęcam. Po prostu opowiadam historię o pękniętym ekranie, zimnej kawie i trzydziestu złotych, które w minutę zrobiły różnicę między wściekłością a uśmiechem.

Dziś telefon działa. Pies nadzy macha ogonem, ale teraz kładę komórkę wyżej. I za każdym razem, gdy odblokowuję ekran, widzę swoje odbicie w idealnie gładkiej tafli. I przypomina mi się ten wieczór. Nie żałuję ani jednej złotówki. I nie planuję powtórki. Bo czasem jedno udane pstryknięcie wystarczy na długo. Nawet jeśli to pstryknięcie przyszło ze strony o dziwnej nazwie.
 

Poleć ten wątek
URL:
Facebook - Lubię To:


Przejdź do forum:

Facebook:

Zagraj:




Wygenerowano w sekund: 0.12
38,845,923 unikalne wizyty